Kilka tygodni temu w domu przy ul. Świętojańskiej dokonano niezwykłego odkrycia. Odnaleziono stare dokumenty i zdjęcia… - Kiedy pierwszy raz zobaczyłam rzeczy znalezione w domu babci, to bałam się ich dotknąć. Mogły się pokruszyć, a poza tym były strasznie brudne, przecież tyle czasu leżały za murem. Musiały spaść ze strychu, zsunąć się w przerwę pomiędzy podłogą a ścianą. Tylko dlatego przetrwały 70 lat. O dziwo nie znaleźli ich Rosjanie, którzy zajęli tę dzielnicę po 1945 roku. Od razu przyszła mi do głowy tylko jedna myśl: trzeba to oddać! Tylko komu? – opowiada świdniczanka Zuzanna Gunia.  Świdniczanka Zuzanna Gunia odnalazła potomków świdniczan, którzy mieszkali w Świdnicy przed 1945 rokiem i przekazała im odnalezione dokumenty rodzinne Jak się okazało po bliższych oględzinach pożółkłe i poszarpane kartki przedstawiały drzewo genealogiczne Elsbeth Lincke, mapę frontu na Morzu Śródziemnym i co najważniejsze list z datą 10.12.1939 roku, w którym zamiast miejscowości podane było sformułowanie „Am Stellung” (co można tłumaczyć jako: na pozycji). Podpisany był - Wolfgang. - Zaczęłam poszukiwania. Najpierw skupiłam się na Elsbeth. Drzewo genealogiczne kończyło się na niej, dalej opisani byli jej przodkowie, których daty urodzin sięgają nawet XVIII wieku. Z tyłu schematu była notatka, iż w 1934 roku wyjechała do Kroitsch - czyli dzisiejszych Krotoszyc koło Legnicy. Po wpisaniu jej danych w wyszukiwarce internetowej natrafiłam na stronę z heimatbuchem wsi Krotoszyce (księgi ojczyźniane-niemieckie spisy ludności). Okazało się, iż Elsbeth Lincke była żoną Arthura Lincke-aptekarza. Mieli dwie córki Ursel oraz Christe. Christa wyszła za mąż za dr. Wolfganga Tuckermanna i mieli dwoje dzieci: chłopca i dziewczynkę. Serce zaczęło mocniej bić. A więc mieli potomstwo! Czyli, że mam kogo szukać! – opowiada Zuzanna, która listy wrzuciła na stronę internetowego Forum Genealogicznego „Forgen” (od redakcji: www.forgen.pl) i wysłała z prośbą o przetłumaczenie do współpracującego z „Tygodnikiem Świdnickim” historyka Horsta Adlera. - Forum genealogiczne „Forgen” jest niesamowitym zakątkiem Internetu, które polecam każdemu, kto chce zacząć swoją przygodę z genealogią. Na Forgenie bardzo szybko otrzymałam bezinteresowną pomoc od wspaniałych ludzi. Dziadek jednej z forumowiczek - Agnieszki z Berlina, nie miał najmniejszego problemu, by odczytać stary list. Wolfgang pisał do swojej żony z frontu niemiecko-francuskiego. Opisał wszystkie starcia z wrogiem, pisał o warunkach, w jakich żyje i na temat sytuacji w Europie. Liczył na rychły urlop i spędzenie świąt Bożego Narodzenia z rodziną. Opisywał również swojego kolegę z baraku, niejakiego pana Dubke – mówi Zuzanna. Równocześnie listy odczytał Horst Adler i co zaskakujące – znał pana Dubke osobiście! Okazało się, że Sieghardt Dubke ma w tej chwili 93 lata i rzeczywiście znał Tuckermanna. Niestety, Wofgang zginął w 1945 roku i został pochowany koło Bonn. Taką informację znalazła Agnieszka z Forum Genealogicznego, przeszukując niemieckie spisy cmentarzy. Wydawało się, że poszukiwania utknęły w martwym punkcie, jednak w budynku przy ulicy Świętojańskiej odnaleziono kolejne dokumenty. Tym razem były to gazety propagandowe, fotografia dwojga starszych ludzi przed drzwiami do jakiegoś domu, wypis z ocenami ze szkoły Wolfganga Tuckermanna i trzech innych chłopców oraz rysunki malowane farbkami z podpisem: Tuckermann. Jednocześnie Horst Adler zdobył nowe informacje od pana Dubke. - Okazało się, iż Wolfgang pochodził z Weizenrodau (Pszenno) i był doktorem rolnictwa. Jego żona zmarła bardzo wcześnie, jednak on ożenił się w Niemczech ponownie i żona pana Dubke znała się z drugą żoną Wolfganga, Ilse, która już prawdopodobnie nie żyje. Tuckermann był podoficerem rezerwy i stracili ze sobą kontakt, gdy przeniesiono go z frontu niemiecko-francuskiego w głąb Niemiec – opowiada Zuzanna Gunia. Dzięki pomocy genealogów z „Forgenu” otrzymała również adres pani Anji Tuckermann, znanej dziennikarki z Berlina. Napisała do niej, a ją ta historia zafascynowała. Ojciec Anji Tuckermann pamiętał rodzinę z Pszenna, uważał ich zawsze za bardzo miłych ludzi, a Wolfgang był jego kuzynem! Wiedział, że on i Christa mieli dwoje dzieci – Ulrike, która być może jeszcze żyje oraz Albrechta, który zmarł parę lat temu. Anja Tuckermann obiecała pomoc i po paru dniach odnalazła swoją daleką krewną Ulrike Tuckermann, córkę Wolfganga. - Wysłałam do niej e-mail. Odpowiedź przyszła szybko: „Droga Pani Sprawiła mi pani wielką radość swoim listem. Znalezione dokumenty są bardzo cenne dla mnie i mojej rodziny. Dowiedziałam się między innymi, jak na mnie wołano, gdy byłam dzieckiem. Niestety, mało pamiętam z tamtych czasów. Byłam jeszcze dzieckiem, urodzonym w 1939 roku, gdy straciłam rodziców. Moja matka umarła w 1943 roku z powodu poronienia, mój ojciec ożenił się wtedy ponownie. Miał z nią dzieci, ale ja i mój młodszy brat Albrecht wcale jej dobrze nie wspominamy. Mój ojciec umarł 7.3.1945 roku podczas wojny. Do 17.2.1945 roku wszyscy Niemcy mieli być ewakuowani z miasta, szliśmy w długiej kolumnie uchodźców, zatrzymaliśmy się po drodze w Czechosłowacji. Tam żyliśmy w obozie jenieckim i dopiero w grudniu 1945 roku zabrano nas do Niemiec Wschodnich, w okolice Magdeburga (…) Niestety mój wiek i stan zdrowia nie pozwala mi na podróże, inaczej bardzo chętnie bym Państwa odwiedziła. Prosiłabym o przysłanie dokumentów i zdjęcie domu. Bardzo jestem państwu wdzięczna, że zachowaliście dokumenty. Nie mam nic więcej po moich rodzicach, wszystko straciłam podczas ucieczki. Jeśli chcą państwo bliżej poznać moją historię, to z przyjemnością wszystko opowiem. To byłoby pięknie gdybyśmy mogli utrzymywać kontakt. Ulrike Tuckermann” Paczkę ze wszystkimi znalezionymi rzeczami Zuzanna Gunia wysłała do Niemiec, do Mainz, sprawiając córce Wolfganga Tuckermanna – Ulrike wielką radość. Wciąż pozostaje z nią w kontakcie, wymienia się informacjami o jej rodzinie. Na wiosnę być może przyjedzie Pani Anja Tuckermann. Okazało się jednak, że to nie koniec tej niezwykłej historii. Odnalazł się jeszcze brat lub kuzyn Wolfganga, który również szuka informacji o swojej rodzinie. – Czyżby czekały na mnie kolejne fascynujące historie? – zastanawia się Zuzanna Gunia, która obiecuje, że podzieli się nimi z Państwem za pośrednictwem „Tygodnika Świdnickiego”. n
|
|
|